Syndrom Rezolutnej Grażyny
Normalni ludzie, kiedy słyszą nie, przyjmują to do wiadomości.
Normalni ludzie, kiedy spotykają się na początku z odmową, rozumieją i nie próbują się angażować.
Normalni ludzie nie wymyślają planów na najbliższe pięć lat.
Normalni ludzie...
Ja nie jestem normalna.
Stało się. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego. Chyba się zakochałam.
To byłoby dziwne, gdybyś się nie przywiązała po takim czasie znajomości. To usłyszałam od Fenka jako komentarz całej sytuacji.
Ale od początku.
O ROZCZAROWANIU SŁÓW KILKA
Kolibra poznałam na jednym z pseudo randkowych portali internetowych. To był zły czas na nowe znajomości. Wyobraźcie sobie załamaną Grażynkę ze złamanym serduszkiem, która szuka pocieszenia wśród obcych twarzy, spoglądających z tajemniczych zdjęć profilowych. Środek nocy, w pokoju smętnie walają się dwie puste już puszki po piwie, a Koliber był online.
Imponował mi wiekiem, dojrzałością, taka miła odmiana. Na samym początku było ostrzeżenie. Sorry, laska, dla mnie jesteś za młoda. I tu miał rację. Różnica opiewa na wdzięczne 7 lat, które w przypadku nastoletniej Grażyny, stanowią nie lada barierę. Tyle słowem wstępu. Rozbita uczuciowo Grażyna zaakceptowała warunek. Przecież friendship is magic.
Koliber okazał się być naprawdę wspaniałym człowiekiem. Zabawny, z poczuciem humoru, dystansem do siebie i nie tylko do siebie, oraz najważniejsze, powtarzane niczym mantra słowa tylko się we mnie nie zakochaj, co oczywiście składa się na idealny materiał na kumpla. I wszystko było dobrze do czasu...
Grażyna, jak to Grażyna czasem być pusta potrafi, wyobrażała sobie nie wiadomo co. Zaczęło się od zwykłych co by było gdyby... A skończyło na odtwarzaniu w wolnych chwilach scenariuszy wybiegających w porywach do pięciu lat później. Początkowo insynuacje, podsyłane przez zagubioną wyobraźnię były nieszkodliwe. Początkowo.
Problem zaczął się w momencie, kiedy Koliber wspomniał o swojej dziewczynie. Pierwsze ukłucie zazdrości. Zdradziecka szpila, wbijająca się w sam środek ledwo-sklejonego serduszka. Zabolało. Ale wtedy jeszcze Grażyna nie była świadoma... właściwie niczego.
Kubeł zimnej wody spadł z wielkim hukiem na zaskoczoną Grażynę dokładnie dzisiaj. W dniu, kiedy z FRIENDZONE spadła do FAMILYZONE. Jesteś dla mnie jak córka.
Morał z tego jest prosty. Wyobraźnia nie zawsze się słucha. Trzeba trzymać ją w ryzach, bo lubi uciekać. Niestety, jak to w życiu bywa marzenia w konfrontacji z rzeczywistością bardzo rzadko wychodzą całe. Moje legły w gruzach. W końcu dotarło do mnie, że nie należy mylić bycia uprzejmym z owianymi woalem niemal legendy znakami i nie pozwalać sobie na zbyt śmiałe skoki w nieznaną przyszłość. Mam nauczkę.
Czas leczy rany. Wino też. Swoje zachowanie mogę nazwać Syndromem Rezolutnej Grażyny, z braku innego pomysłu. W ramach ciekawostki przyznam, że nie pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Ciekawe ile czasu zajmie mi wybrnięcie z tego schematu.
Komentarze
Prześlij komentarz